Zróbmy czasem coś dobrego. Tak po prostu
07.05.2014 | ~Michal Krutulski

DKMS

Informacje, które docierają do nas codziennie z radia, telewizji czy z Internetu, nie brzmią optymistycznie. Konflikty, wypadki, napady… To co złe, szkodliwe, niezdrowe, sprzedaje się wyśmienicie i to od razu. Większość z nas już się na to uodporniła, ponieważ dopóki zagrożenie nie dotyczy bezpośrednio nas, czy naszej rodziny, dopóty pozostaje wirtualne i nie do końca zrozumiałe.

Co chwilę słyszymy o zamachach bombowych, samochodach pułapkach, szaleńcach z karabinem strzelających w szkole, albo o zatonięciu promu przewożącego 400 osób. Nie przejmujemy się tym zbytnio, dopóki nas to nie dotyczy. Nic dziwnego, przecież nie mamy na to wpływu, to dla nas jedynie kolejna smutna wiadomość.

Wśród całego tego zgiełku informacji i wydarzeń jest każdy z nas, jesteśmy ja i ty, i to na co mamy wpływ – nasze otoczenie i rodzina. Możemy postanowić jak pokierujemy naszym życiem i jaki damy przykład innym.

Czy ktoś z Was wie, co to jest Fundacja DKMS?

Fundacja DKMS to organizacja, której misją jest znalezienie szpiku dla każdego pacjenta na świecie. Ja nie wiedziałem dopóki pewnego dnia blok reklamowy nie przerwał filmu, który właśnie w najlepsze oglądałem. Ich reklama zrobiła na mnie wrażenie, ponieważ mam rodzinę i wiem, że zdrowie moich bliskich jest dla mnie najważniejsze.

Pomyślałem, że mam dużo szczęścia w życiu i że może warto byłoby się nim podzielić. Pomyślałem, że gdyby to któreś z moich dzieci potrzebowało szpiku nie wahałbym się ani chwili. A gdyby okazało się, że mój szpik nie pasuje, nie spocząłbym, dopóki nie znalazłbym odpowiedniego. Pomyślałem też o sytuacji innych ludzi, o których życiu – być może – decyduję właśnie ja, moje postanowienie lub mój brak zaangażowania. To ogromna odpowiedzialność. Niesamowite, jakie przemyślenia dopadają człowieka wieczorem na kanapie, przed telewizorem.

Następnego dnia podjąłem decyzję, że zarejestruję się jako dawca. Nie wiedziałem jak to zrobić, ale znalazłem stronę Fundacji DKMS, poczytałem i zamówiłem zestaw zgłoszeniowy. W ten sposób, na początku 2012 roku, zostałem potencjalnym dawcą szpiku. Byłem w bazie i miałem poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Wróciłem do codziennych spraw – praca, dom, dzieci… wiadomo. Przez ten czas niewiele myślałem o rejestracji w banku szpiku. Po dwóch latach przyszedł mail, a zaraz po nim zadzwonił do mnie pracownik Fundacji DKMS, który poinformował mnie, że znalazł się biorca mojego szpiku, że mogę pomóc chorej osobie.

Muszę przyznać, że jest to bardzo dziwne uczucie. Ten telefon i ta informacja przewartościowały moje dotychczasowe życie. Emocje były trudne do opisania, coś pomiędzy niedowierzaniem, a niepewnością, pomiędzy strachem, a ekscytacją. Po tym telefonie zupełnie inaczej patrzyłem na świat.

Później wszystko nabrało tempa. Zaproszono mnie na badania weryfikujące moją zdolność do oddania komórek szpiku. Miejscem badań była Warszawa. Spotkałem się z ogromnym szacunkiem i podziwem, zarówno ze strony lekarzy jak i innych pacjentów. Wszystkie parametry okazały się być w normie – mogłem zostać dawcą.

Kilka tygodni temu oddałem szpik. Czuję się dobrze fizycznie. Emocjonalnie czuję się wspaniale. To niesamowite uczucie.

Wiem, że mój szpik poleciał do Francji – po pobraniu jest „ważny” tylko 48 godzin, więc trzeba się spieszyć. Taka odległość pokazuje, że ten program rzeczywiście działa na całym świecie. Wiem, że mój szpik dostała kobieta. Po trzech miesiącach będzie wiadomo czy się przyjął. A po roku, jeśli wszystko będzie dobrze, możemy się poznać. Jeżeli oczywiście będziemy chcieli.

Dla mnie było to ekscytujące przeżycie, ale myślę, że nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co musiała przeżywać ona.

Cieszę się, że zapisałem się do DKMS. Przede wszystkim dlatego, że mogłem komuś pomóc. Ale również dlatego, że dzięki temu dowiedziałem się, że wielu moich znajomych także jest w tej bazie. To nie jest rzecz, o której mówi się na co dzień, a moim zdaniem warto. Cieszy mnie także fakt, że kolejni znajomi pogratulowali mi i nazwali swoją inspiracją. Oni także się zapisują. Dzięki mnie szansę na nowe życie zyskała nie tylko jedna osoba – w bazie pojawili się kolejni potencjalni dawcy. Nowe szanse.

Każdy z nas sam decyduje o swoim życiu i o tym na ile będzie ono wartościowe. Zachęcam, zróbmy czasem coś dobrego, tak po prostu.

PS. W Polsce co godzinę stawiana jest komuś diagnoza: białaczka, czyli nowotwór krwi. Dla większości brzmi to jak wyrok. Dla wielu jedyną szansą na wyzdrowienie jest przeszczep szpiku od dawcy niespokrewnionego. Cały czas są w Polsce pacjenci, dla których nie znaleziono dawcy wśród 22 milionów osób zarejestrowanych na całym świecie.

Może to właśnie ty możesz im pomóc?

Michal Krutulski