Upór i konsekwencja w dążeniu do celu
30.09.2011 | ~ANG

2

Chciałabym krótko wyjaśnić jak wyglądała droga od pracy w banku do doradztwa w szerokim rozumieniu tego słowa. Z racji zajmowanego stanowiska służbowego w banku miałam systematyczne kontakty z osobami wykonującymi zawód pośrednika kredytowego. Przez pewien czas pełniłam funkcję ich opiekuna i z tej racji bliski kontakt pozwalał na merytoryczną ocenę ich umiejętności. Mogłam oceniać ich poziom zawodowy i weryfikować swoje poglądy związane z pośrednictwem kredytowym, jako działalnością wykonywaną na własny rachunek.

Bliski kontakt pozwalał również na dokonywanie porównań w znaczeniu możliwości, jakie stwarzało moje stanowisko w przygotowywaniu ofert dla klientów zainteresowanych otrzymaniem kredytu i skutecznej ich realizacji, z możliwościami pośredników, którzy z racji powiązania umowami z firmami o regionalnym bądź ogólnopolskim zasięgu, dysponującymi produktami wielu banków, mieli możliwości zaproponowania najkorzystniejszej oferty dla klienta – jak nie w tym, to w innym banku.

W efekcie, i klient i pośrednik byli zadowoleni. Ja zaś, przyznaję, nie zawsze miałam satysfakcję, bo procedury, bo sztywno ustawione wymagania wobec klienta uniemożliwiały sprzedaż określonego produktu. Oczywiście, nie bez wpływu na moją decyzję o odejściu z banku miało wynagrodzenie. Poddałam autoocenie swoje doświadczenie zawodowe, siły i możliwości, jakie stwarza rynek i podjęłam nieodwołalną decyzję o przejściu „na swoje”. Tej decyzji nie żałuję.

Proces transformacji z urzędnika w niezależnego doradcę przeszłam bardzo łagodnie. Co więcej, zmiana przyniosła ze sobą również i ten pozytywny skutek, że jako matka mogłam poświęcić więcej czasu swoim dzieciom. Dzięki nienormowanemu czasowi pracy, odpowiednio reguluję godziny spotkań z klientami, dostosowując je również do koniecznej opieki nad dziećmi. W banku, w którym obowiązuje sztywny, ośmiogodzinny dzień pracy, nie było to możliwe. Zresztą, powiedzmy to sobie szczerze, ośmiogodzinny dzień pracy jest fikcją. Przy dużym obciążeniu portfelowym, praca przeciągała się ponad ustalony wymiar.

Jednak teraz powszechnie obowiązujący stereotyp przedsiębiorcy zapracowanego od godzin porannych do późnych wieczornych raczej do mnie nie przystaje. Jestem osobą dobrze zorganizowaną i potrafię oddzielić czas pracy od czasu poświęcanego rodzinie, dzieciom. Pożegnałam się z etatem z pełnymi tego faktu konsekwencjami. Miałam świadomość, że gdy będę musiała sama poszukiwać klientów, by ich przekonać do tego, aby mi zaufali, powierzyli sprawy finansowe w moje ręce, będę zmuszona jakiś czas poczekać na zadowalające efekty finansowe swoich poczynań. Wkrótce jednak okazało się, że sprawy nabierają właściwego biegu, zgodnego z moimi oczekiwaniami.

Mój problem na starcie, jeśli można w ten sposób to określić, polegał na przyswojeniu znacznie szerszej wiedzy niż ta, którą posiadłam pracując w banku. Czasami niewielkie z pozoru różnice pomiędzy produktami różnych banków, okazywały się niezwykle istotne. Dlatego też wiele tygodni ślęczałam przy komputerze, poznając niuanse produktów, zaznajamiając się z procedurami. Poświęciłam na to dużo czasu, ale nowa sytuacja zawodowa tego wymagała. To nie był czas stracony – moje kompetencje zawodowe znacznie wzrosły.

Moja recepta na sukces to przede wszystkim upór w dążeniu do wyznaczonego celu. Bywa, że w jego realizacji pojawiają się jakieś przejściowe trudności, wówczas trzeba je pokonywać, nie tracąc z pola widzenia zasadniczego celu. Aby działać z zamierzonym skutkiem, trzeba być osobą zorganizowaną. Mój kalendarz jest wypełniony spotkaniami, oznaczony zadaniami do wykonania. Dzień po dniu, zgodnie z planem, wykonuję czynności, które uprzednio zaplanowałam i czynię to konsekwentnie. Niezwykle rzadko pozwalam sobie na odstępstwa.

Autor: Magdalena Surmacz-Jeziorska

ANG