O odpowiedzialności społecznej
28.02.2013 | ~Alicja Karpińska

ak

Każdy z nas zna termin „odpowiedzialność społeczna”, ale czy zna również znaczenie tego terminu? A jeśli zna, to czy czuje się odpowiedzialny za społeczeństwo, za swoje otoczenie dalsze niż własne M? Czy powinniśmy czuć się odpowiedzialni? Czy praca społeczna ma sens?

Takie pytania czasem przychodzą mi do głowy, zwłaszcza, jak moje działania kierowane naturalnie najlepiej rozumianym „dobrem ogółu”, przynoszą odwrotne rezultaty lub gorsze od zamierzonych. Zawsze w takich chwilach przekonuję sama siebie, że pomimo tego, iż jest ciężko, to działanie na rzecz społeczeństwa sprawia, że jestem lepszym człowiekiem, bo nie jestem obojętna, nie odwrócę głowy, jak ktoś się obok mnie przewróci. Owo poczucie, iż mogę coś wokół siebie zmienić, że mam wpływ na przyszłość moją i mojego otoczenia, można analizować w kontekście egzystencjalnym. Co by było, gdybym nie interesowała się niczym poza moim własnym życiem i interesem – czy ktoś dostrzegłby brak mnie, gdyby mnie rzeczywiście zabrakło? A co jeśli wszyscy dbaliby wyłącznie o siebie i swoje interesy?

Żyjąc w społeczeństwie podejmujemy różnego rodzaju działania i z większym lub mniejszym wpływem na to społeczeństwo oddziałujemy. Nasze działania powinny zatem być przemyślane i odpowiedzialne, żeby nie krzywdzić innych. Odpowiedzialność społeczna winna być zatem egzystencjalną podstawą istnienia jednostek w społeczeństwie.

Jako obywatele Polski czujemy silną przynależność narodową, ale także regionalną i w końcu lokalną. Jednocześnie każdy z nas jest inny, choć stanowi integralną całość swojej grupy społecznej. Jako członek społeczności, począwszy od tej najmniejszej czyli rodziny, po największą czyli naród, każdy z nas pełni określone role wraz z zestawem odpowiednich funkcji, a różnorodność zapewnia nam zestaw indywidualnych cech i wartości, którymi się kierujemy. Te cechy i wartości sprawiają, że tą samą rolę np. matki, kobiety pełnią na różne sposoby. Podobnie jest z funkcjami z definicji odpowiedzialnymi społecznie, czyli np. radnymi w gminie, którzy mogą spełniać swoje funkcje względem wyborców konsekwentnie i odpowiedzialnie lub ich nie spełniać dbając wyłącznie o swój interes. To od nas samych zależy, czy owe role i funkcje będziemy pełnić dobrze, czy źle.

W ostatnich miesiącach silnie zaangażowałam się w problemy dotyczące mojej gminy, czyli już dużej grupy społecznej. Jestem zaangażowana również w problemy znacznie mniejszej społeczności w postaci wspólnoty mieszkaniowej. Obie role są czasochłonne, stresujące i nie niosą ze sobą korzyści finansowych. Czasem, zwłaszcza po odkryciu kolejnych brudnych mechanizmów polityki samorządowej, zastanawiam się – po co mi to?

Kilka tygodni temu jechaliśmy z mężem spędzić przedłużony weekend na Roztocze celem bardzo potrzebnego nam odpoczynku od zgiełku codzienności w dużym mieście. Podczas całej czterogodzinnej trasy rozmawiałam przez telefon z krótkimi przerwami na informowanie męża o postępach lub ewentualnie przekazanie własnych opinii. Tematem wszystkich tych rozmów było boisko, które moja gmina wybudowała za ogromne pieniądze nie spełniając przy tym podstawowych norm bezpieczeństwa. Po którejś z kolei rozmowie zapytałam męża: czy to normalne, że jadąc na weekend za miasto, zajmujemy się sprawą boiska, na którym z dużą dozą prawdopodobieństwa nigdy nie będziemy grać? Czy ludzie w naszym wieku i sytuacji tak postępują?

Odpowiedź była dobitnie prosta – nie, większość ludzi nie interesuje się sprawami otaczającej ich rzeczywistości w stopniu większym niż zadbanie o dobro własne i ewentualnie swoich bliskich. Większość ludzi nie zastanawia się nad boiskiem gminnym, kiedy jedzie wypocząć, ale co jest normalne trudno powiedzieć. My po prostu jesteśmy inni. My jesteśmy świadomi rzeczywistości nas otaczającej i chcemy mieć na nią wpływ, na tym polega odpowiedzialność społeczna.

Co daje taka odpowiedzialność? Czasem stres i łzy, ale finalnie zawsze – satysfakcję z integracji społecznej oraz wiedzę i doświadczenie, których nie posiądzie się w inny sposób. Nie istnieje możliwość zbilansowania czasu, pieniędzy i nerwów, które tracimy na pracę społeczną z ową satysfakcją wynikającą z poczucia przynależności do grupy oraz wywierania wpływu na tę grupę, czego pozytywne efekty czasem widoczne, innym razem mniej, ale zawsze są jakieś.

W życiu zawodowym jestem członkiem Spółdzielni Doradców Kredytowych ANG. O spółdzielni jako formie organizacji pracy myślałam (a właściwie myśleliśmy jako zespół) jeszcze przed poznaniem ANG i dlatego z wielkim entuzjazmem przystąpiliśmy całą firmą do nowego projektu. Początkowo z pewną nieufnością, z uwagi na fakt, iż w branży finansowej szczerość i uczciwość nie należą do najczęściej wyznawanych zasad, ale w końcu zaufaliśmy i czerpiemy z naszej współpracy wiele korzyści.

Nasza spółdzielnia to wyjątkowa firma na rynku nie z uwagi na samą formę, choć ta z pewnością budzi pewne kontrowersje, ale z uwagi na wartości, jakie wprowadza wewnątrz organizacji. Każdy z nas miał do czynienia z korporacjami i ich kulturą organizacyjną. Trudno wyobrazić sobie strukturę, która skupia setki ludzi pracujących i przynoszących zyski firmie bez „odziania” jej w całą korporacyjną otoczkę, czyli dyrektorów, kierowników, planów, coachingów, operatywek, estymacji itp. Jeśli jednak wyjdzie się o krok dalej ponad standardy przyjęte na polskim rynku, można dostrzec organizację skupiającą tych samych ludzi, ale znających swoją wartość, znających wartość swojej pracy, jak i zysków, które przynoszą sobie i firmie oraz pracujących według zasad i standardów, z którymi się zgadzają, gdyż częściowo sami je tworzą. Taka właśnie jest praca w spółdzielni ANG. Tu nikt nas nikogo zmusza, żeby pracował, a jednak organizacja się rozwija, a spółdzielnia pnie się w górę po szczeblach w rankingach firm pośrednictwa finansowego. Co jest kluczem tego sukcesu?

Złośliwi mogą powiedzieć, że to nie sukces, bo jak go zmierzyć lub, że sukcesem będzie utrzymanie się przez kolejnych x lat na rynku. Odpowiedź jest jednak banalnie prosta, a jednak dla wielu trudna do zrozumienia – odpowiedzialność społeczna. Spółdzielcy są odpowiedzialni za swoją organizację i pomimo, iż nikt ich nie zmusza – sami rozwijają struktury. Jest to swego rodzaju ideał biznesowy, ale żeby go zrealizować, trzeba dojrzeć… do uczciwości wobec siebie i innych, do lojalności, do odpowiedzialności za swoje otoczenie.

Być może do spółdzielni dołączają czasem jednostki, które próbują stosować metody korporacyjne w swoim systemie pracy, ale pozytywne wartości spółdzielni oraz tworzona kultura organizacyjna nie pozwalają na długo pozostać przy starych przyzwyczajeniach. Komunikacja wewnątrz firmy, a także jasność i otwartość zasad wypierają metody niedopowiedzeń, suchych poleceń i przedmiotowego traktowania. Członkostwo w Spółdzielni zmienia samoświadomość, zmusza do rozwoju i odpowiedzialności, a ludzie szybko się do tego przystosowują. Trudno nam już wyobrazić sobie pracę w innym systemie, a kto wie, być może i stare korporacje, czegoś się od nas nauczą…

Alicja Karpińska