Nie jestem Warszawiakiem i nie wiem czy chcę nim zostać
27.08.2013 | ~Artur Nowak-Gocławski

wwa

„Ja tu nie przyjechałem, ja tu przyszedłem na świat“ głosi hasło, z którego chyba dumny jest pewien … producent odzieży wierzchniej w Warszawie. Ludzi, którzy nieszczęśliwie „tu“ przyjechali nazywa się Słoikami, co chyba nie jest równoznaczne z wyrażeniem miłości dla tychże przez pomysłodawców. I teraz kapitalny pomysł Zespołu HGW, by Słoiki płaciły więcej za bilety komunikacji miejskiej.

Jestem Słoikiem i na to wygląda, że w tym pięknym stanie pozostanę jeszcze chwilę, bo choć myślałem, że może już pora na zameldowanie się w mieście, w którym mieszkam od 1997 roku, w mieście, które bardzo lubię, w mieście, w którym mam kilku członków (urodzonej tu :)) rodziny, to dzisiaj uważam taką myśl za durną.

Durną dlatego, że tym samym musiałbym się zgodzić z myśleniem ludzi, które stygmatyzuje innych ludzi, szczególnie, że mówimy o mieście, dla mieszkańców którego takie doświadczenia są szczególnie bolesne i wrażliwość na punkcie równości i szacunku dla ludzi powinna być wybitna.

Dlaczego jestem świadomym Słoikiem? Ponieważ pochodzę z Wielkopolski i Podlasia, wychowałem się na Lubelszczyźnie. Tam chodziłem do szkół, dzięki którym dostałem się na studia, tam czytałem książki z miejskich bibliotek, tam uczyłem się tańczyć walca (trochę słabo mi wyszła ta nauka :)), tam chodziłem do prawie darmowego kina, uczyłem się fotografii i robiłem wiele innych rzeczy, które robili moi rówieśnicy Jestem dzieckiem społeczności Polski B, spłacam swój dług.

Autorzy pomysłu, że miejsce płacenia podatku od dochodów osobistych jest kluczowym przejawem lokalnego patriotyzmu zapominają o tym, że pracując w Warszawie tworzymy coś co się nazywa kapitałem ludzkim. Kapitałem, który kreuje wartość przedsiębiorstw, płacących podatki, płacących opodatkowane dywidendy swoim udziałowcom, akcjonariuszom. Traktowanie pracowników wyłącznie jako zasobu, nie budującego wartości przedsiębiorstw jest czymś o czym trzeba zapomnieć. To jest korporacyjne myślenie sprzed 10 lat. Ściągnięcie pracowitych i wykształconych ludzi do Warszawy powinno być jego wielkim wyzwaniem i powodem do dumy, gdy to się uda. Ale to też oznacza, że tego kapitału pozbawiamy miasta, z których pochodzimy. Pozostawienie Tam podatków od dochodów osobistych przez jakiś czas rekompensuje te straty.

Na marginesie pozostawię, że tutaj wydajemy nasze pieniądze, dzięki czemu właściciele sklepów w Galmoku płacą podatki do kasy Tego miasta.

Podatki osobiste płacę na Lubelszczyźnie, w Warszawie jestem przedsiębiorcą i z nieposkromioną radością powiększam liczbę MSP.

Nie jestem przez to gorszym mieszkańcem Warszawy :)

Na koniec – jednym z większych wyzwań jakie stoją przed społeczeństwami to budowanie kapitału społecznego, kapitału budowanego wokół wspólnych wartości. Pozornie zabawne hasło na koszulkach, nazywanie nas Słoikami i wybitne pomysły racjonalizatorskie włodarzy Warszawy nie sprzyjają temu.

Przez chwilę miałem ochotę zamówić sobie koszulkę z napisem “Na szczęście się tutaj nie urodziłem, ja tu tylko mieszkam” ale tym samym byłbym taki jak Ci z którymi się nie zgadzam :)

Puentując – wybitny obywatel tego miasta, bohater zdarzeń, które dla nas Wszystkich są ważne, Marek Edelman powiedział, że „nie o to chodzi by iść do celu, ale iść po jego słonecznej stronie“.

Mam wrażenie, że to co się teraz dzieje, to nie jest ta strona :(

Artur Nowak-Gocławski